15 grudnia 2015 · Artykuły · brak komentarzy

Wyobraźmy sobie dwa scenariusze. Pierwszy znasz bardzo dobrze, gdyż postępujesz według niego z pietyzmem już od wielu lat, łudząc się że da taki sam efekt jak za pierwszym razem. Drugi będzie dla Ciebie pewną nowością i kto wie czy nawet nie ekstrawagancją. Możesz na niego spojrzeć i uznać, że nie jest warty zachodu, założyć że nie przyniesie wymiernych efektów i ocenić, że standardowe rozwiązania są pewniejszym wyborem. Wybór oczywiście należy do Ciebie, ale uwierz mi, że odrobina wysiłku sprawi, że sztampę zastąpisz oryginalnością, parę godzin pracy zamienisz w nowe zamówienia, a wtórny coroczny obowiązek stanie się punktem zwrotnym dla Twojego biznesu w Nowym Roku. Jak już zdążyłeś się domyślić mówię oczywiście o wyborze prezentu świątecznego dla Klienta. Twojego Klienta.

Za bramką numer jeden kryje się coroczny standard. Wraz z nadejściem Świąt Klient zostaje zasypywany koszami pełnymi upominków i litrami wina. Odbywa się to oczywiście bez Twojego udziału, gdyż przekazanie paczki jest zadaniem kuriera. Twoja przesyłka zajmuje „zaszczytne” miejsce na recepcji obok tuzina zaskakująco podobnie wyglądających prezentów. Być może Twoja paczka trafi w ręce prezesa, który może nawet otworzyć wino od Ciebie przy świątecznym stole. Niestety przy tak redundantnym upominku rzeczony prezes nie pomyśli o Tobie nawet przez chwilę. Skąd w końcu ma pamiętać że trunek który właśnie pije jest od firmy X , skoro firmy Y i Z wpadły na dokładnie taki sam pomysł? Krótkowzroczność tego rozwiązania wynika z krótkiej żywotności samego wina. Pamięć o nim znika zwykle wraz z opróżnieniem butelki.

A teraz „think big”. Nie skupiaj się na masowym, anonimowym odbiorcy, pamiętając że sprecyzowana grupa docelowa jest kluczem całego przedsięwzięcia. Oczywiście wysłanie 50 koszy z czekoladą do wszystkich klientów jest dużo łatwiejsze niż dywersyfikacja upominków, ale nie zapominaj, że potrzeby ludzi są różne. Porzuć przy tym mylne przekonanie, że efekt WOW osiągniesz tylko przy gigantycznym budżecie. Czas ruszyć nie portfelem a głową i wybrać prezent z przekazem. Prezent dzięki, któremu nawiążesz emocjonalny link z Klientem, wywołasz miłe skojarzenia, zapadniesz mu w pamięci i pobudzisz jego zmysły. A teraz najważniejsze: zarezerwujesz godzinę i pofatygujesz się do klienta osobiście. Szczery uśmiech, krótkie życzenia i uścisk dłoni to pewniejszy sposób na wywarcie pozytywnego wrażenia niż obrandowanie świątecznego kosza logotypem Twojej firmy.

 

Piszę o pobudzeniu zmysłów kontrahenta. Kiedyś obdarowaliśmy naszych Klientów poduszkami, które pachniały świętami – cynamonem i pomarańczą. Nasza akcja niespodziewanie nabrała rozgłosu w firmach, do których wysłaliśmy prezenty, a paczki zaczęły robić furorę już na samym wejściu. Kierowani ciekawością pracownicy co chwilę zaglądali do recepcji, by dowiedzieć się co jest źródłem tego świetnie kojarzącego się zapachu. W biurze dosłownie można było poczuć świąteczną atmosferą, która była zasługą cynamonowej woni unoszącej się po korytarzach. Całe przedsięwzięcie okazało strzałem w dziesiątkę. Piękna w 100% ręcznie wykonana poduszka, zrobiona dla nas przez Leżę i Pachnę, zdominowała biurowe wnętrza, a wiele osób zabrało ją ze sobą do domów, aby uświetniały świąteczny nastrój. To co zostało po tym prezencie to pamięć o firmie, która na jeden dzień potrafiła zamienić korporacyjną recepcję w świąteczny dom. Celem było pokazanie Klientowi, że o nim myślimy.

Przy wybieraniu świątecznego prezentu dla Klientów firmy często popełniają dwa rodzaje błędów: albo popadają w przesadę i epatują niepotrzebnym przepychem, albo „serwują” to samo oklepane rozwiązanie. Era koszów oraz win już minęła i to naszym zadaniem jest zastąpić ją erą innowacyjności. Zamiast francuskiego półwytrawnego warto postawić na polskie produkty pochodzące z małych manufaktur. Mleczną czekoladę z chili można zastąpić szydełkowym aniołkiem, którym za młodu przystrajaliśmy choinkę. Odejście od stylu amerykańskiego i czerpanie z bogatej tradycji polskich Świąt to powiew świeżości w tym biznesie. Pachnąca świeca, przestrzenna kartka czy bawełniane, świecące kule od rodzimego producenta zapadną w pamięci Klienta lepiej niż belgijskie trufle owinięte sztampową kokardą.

Oryginalny prezent świąteczny nie jest żadnym mitem czy legendą. Jest to zjawisko, które na naszym rynku gadżetów występuje rzadko, ale to wcale nie znaczy, że takich rozwiązań brakuje. Przemyślany gadżet to efekt mądrej strategii, odpowiedniego planowania i myślenia „out of the box”. W dobie Facebooka i powszechnej digitalizacji dobrze jest czasem wrócić do korzeni i tradycji. Owczy pęd w świecie produktów promocyjnych to namacalne zaprzeczenie oryginalności, którą przecież wszystkie agencje reklamowe się chwalą. Najbardziej znaczący jest jednak kontakt z Klientem, który jest istotniejszy niż jakikolwiek prezent. Nie pielęgnując swych relacji nie pomoże Ci ani gigantyczny budżet ani głowa pełna przełomowych pomysłów.